Publicystyka filmowa
MICHAEL FASSBENDER. Dopiero początek drogi.
MICHAEL FASSBENDER. Dopiero początek drogi to historia magnetycznego aktora, który z odwagą eksploruje świat kina, łącząc talent z charyzmą.
Fassbender. Jedno z najgorętszych nazwisk współczesnego Hollywood. Romansujący zarówno z hollywoodzkimi hitami (i wychodzący z tej konfrontacji obronną ręką!), jak i odważnie penetrujący niezależne rejony kina wymagające sporej aktorskiej odwagi. Magnetyczny, unikający szarżowania na ekranie i do tego… dopiero na początku swojej aktorskiej drogi.
Michael urodził się w 1977 roku w niemieckim Heidelbergu, jednak jego pobyt tam trwał krótko, niebawem przeprowadził się z rodziną do Irlandii. Jego matka z pochodzenia jest Irlandką, natomiast ojciec Niemcem. Zestawienie typowych dla tych narodowości z jednej strony delikatnej urody, z drugiej ostrych rysów, harmonizuje się doskonale z aktorskim wachlarzem umiejętności Fassbendera, który potrafi zarówno urzekać jak i przerażać, niekiedy nawet jednocześnie. Sam o swoim złożonym pochodzeniu mówi Przypuszczam, że niemiecka strona chce mieć wszystko pod kontrolą, podczas gdy strona irlandzka chce siać spustoszenie.
Dusza artystyczna narodziła się w nim już w wieku młodzieńczym, kiedy puszczał wodze fantazji i – zawsze czujny oraz w pełnej gotowości – wcielał się w rolę superbohaterów. Jego niezwykła i bezgraniczna wyobraźnia oraz kreatywność wyróżniały go spośród innych dzieci. Mimo to w wieku siedemnastu lat wciąż nie wiedział, czym mógłby się zająć w przyszłości. Myślał o karierze gitarzysty zespołu metalowego, w końcu miał długie włosy i był fanem Metalliki. Albo o zawodzie architekta, chociaż tu rodził się mały problem – nie umiał rysować.
Jego pierwsze aktorskie doświadczenie to rola przyrodniej siostry Kopciuszka w szkolnym przedstawieniu, do której nie musiał nawet zakładać peruki. Dalszej praktyki nabywał przez kolejne lata głównie w irlandzkich i londyńskich studiach teatralnych. Przygoda z filmem – a dokładniej wtedy jeszcze z serialem – rozpoczęła się dopiero w 2001 roku. Zagrał on jednego z sierżantów w obsypywanej nagrodami Kompanii braci Stevena Spielberga, jednak rola ta niestety nie przyniosła młodemu aktorowi rozgłosu ani też niekoniecznie miała charakter motoru napędowego jego dalszej kariery.
Zauważony, w szczególności przez młodych fanów, został dzięki postaci mrocznego Azazeala z Klątwy upadłych aniołów, serialu z gatunku fantastycznych horrorów w stylu słynnego Buffy. W tym samym czasie zaangażowano go także do filmów Sherlock Holmes i sprawa jedwabnej pończochy oraz Proch, zdrada i spisek. Mimo że wciąż jeszcze były to role drugoplanowe to jego kariera nabierała tempa a jego nazwisko zaczęło być kojarzone z dobrym aktorstwem.
Nieco później (2006 rok) Fassbender zwrócił uwagę Zacka Snydera, który zaproponował mu współpracę przy swojej nowej produkcji – dramacie historycznym 300. Film ten to adaptacja komiksu Franka Millera (Sin City), który opowiada o słynnej bitwie pod Termopilami. Jest on może bardziej luźną interpretacją historycznego wydarzenia, ale z pewnością robi wrażenie. Sam Fassbender w jednym z wywiadów opisywał postać Steliosa, w którego się wcielił jako spontanicznego, żarliwego mężczyznę, dla którego spełnieniem marzeń byłoby stanąć do walki z najlepszymi, z mitycznymi bohaterami takimi jak na przykład Achilles.

Fassbender – drugi od lewej; Tom Hardy – pierwszy z prawej 🙂

Stelios w „300. Then we will fight in the shade.
Zdecydowanie największym przełomem w karierze Michaela był początek współpracy z niewiele od niego starszym reżyserem Stevem McQueenem. Można powiedzieć, że obydwoje w 2008 roku zadebiutowali – McQueen jako reżyser pełnego metrażu a Fassbender jako odtwórca głównej roli. Oparty na faktach Głód jest niezwykle mocnym i wręcz przeszywającym na wskroś filmem opowiadającym o proteście członków IRA, którzy poprzez strajk głodowy walczą o przyznanie im statusu więźnia politycznego. Dla Fassbendera wcielenie się w rolę Bobby’ego Sandsa, do której to schudł aż czternaście kilogramów, było także doświadczeniem niezwykle emocjonalnym i osobistym, ze względu na częściowo irlandzkie pochodzenie oraz to, że jego mama jest z Północnej Irlandii.
Mimo, iż miał jedynie cztery lata, gdy wybuchł ów strajk głodowy, to obraz patrolujących żołnierzy, wież strażniczych, krążących nad państwem helikopterów oraz ciągła atmosfera napięcia nie dały o sobie zapomnieć. Głód jest dziełem wyjątkowym i niezwykle wartościowym, przede wszystkim dlatego, że nie jest to film polityczny a traktujący po prostu o człowieku, w dodatku poruszający się na granicach emocjonalnego ekstremum. Duet ten zrobił (póki co) wspólnie jeszcze dwa filmy, ale trzymając się chronologii, o nich za chwilę.

Jako Bobby Sands w „Głodzie” – dla wielu fanów Fassbendera, to jego najlepsza rola
Niedługo po Głodzie Fassbendera zaangażowano do brytyjskiego horroru Eden Lake, mocnego filmu o przetrwaniu na pustkowi pośród psycholi, który jednak niewiele wniósł do jego dorobku aktorskiego, w przeciwieństwie do następnego w kolejności filmu – holendersko-brytyjskiej koprodukcji – Fish Tank. To właśnie jedna ze słodko-gorzkich kreacji Michaela; tych, którymi – jak już wcześniej pisałam – urzeka i przeraża jednocześnie. Historia ta to poniekąd obraz domowej patologii, a z innej strony studium dorastania i buntu młodej dziewczyny. Fassbender wciela się w rolę partnera matki głównej bohaterki (Mii), w którym ta odnajduje dotkliwie brakujące jej wsparcie, substytut ojca, ale także obiekt pożądania.
Tak jak dwojako postrzega go dziewczyna, tak i on okazuje się być dwulicowy, chociaż sam Fassbender określa go raczej jako zagubionego. Dzieło, podobnie jak postacie, jest wyjątkowe przede wszystkim ze względu na swoją dychotomię, w perfekcyjny sposób łączy subtelność z dosadnością, rzucając w ten sposób widzem na wszystkie możliwe strony.

Torturowany Fassbender w „Eden Lake”

Fish Tank

Jako oficer brytyjski w „Bękartach wojny” Quentina Tarantino
Swoją wszechstronność z kolei Michael udowodnił w filmie o zupełnej innej poetyce a mianowicie w specyficznie tarantinowskich Bękartach wojny z 2009 roku. Wystąpienie w filmie Tarantino, skądinąd nie od początku jasne, ponieważ wcześniej porucznika Hicoxa miał grać Simon Pegg (który jednak zrezygnował), było dla chłopca odtwarzającego na scenie teatralnej kultowe Wściekłe psy, spełnieniem marzeń. Pracując z Quentinem Michaela urzekło to, że reżyser jest prawdziwą encyklopedią kina oraz jego wielkim pasjonatem. Początkowo Fassbender chciał zagrać nie Hicoxa a pułkownika Landę, którą to rolę ostatecznie dostał jednak Christopher Waltz, potwierdzając słuszny wybór Tarantino zdobytym za drugoplanową rolę Oscarem.
W 2010 roku Fassbender trafił na plan produkcji filmu „Centurion” Neilla Marshalla, gdzie po raz kolejny wcielił się w starożytnego wojownika, tym razem nie spartańskiego, a rzymskiego. Ani film, ani rola to nic niezwykłego w karierze Fassbendera. Podobnie można powiedzieć o roli i filmie Joela Schumachera pt. „Blood Creek” i westernie „Jonah Hex”. Te trzy filmy to największe wtopy jakościowe Fassbendera, bo żaden z nich nie odniósł ani sukcesu komercyjnego, ani tym bardziej poklasku wśród krytyków.

Drugoplanowa rola w „Jonah Hex”

Centurion
Czas wrócić do duetu McQueen & Fassbender. W 2011 roku, niezwykle płodnym dla prężnie rozwijającego się aktora, zrobili razem Wstyd, wysoko oceniany przez krytykę i budzący sporo kontrowersji, w mojej opinii to kolejny imponujący owoc ich współpracy. Film dotykający bardzo współczesnego problemu, a mianowicie nieradzenia sobie z własną seksualnością, uzależnienia od erotycznych doznań i problemów emocjonalnych. Nie sposób oczywiście przy takim temacie, a także reżyserze – który przy realizacji Głodu udowodnił już, że eksploatuje temat w sposób brutalny i dosadny – uniknąć scen negliżu.
Fassbender wielokrotnie o te sceny pytany mówił, że oczywiście nie było to dla niego oczywiście za bardzo komfortowe, ale uważał, że jest to potrzebne. Nie robili tego, aby wzbudzić podniecenie czy pożądanie w widzu, miał to być po prostu obraz mężczyzny zmagającego się z własnymi przeżyciami wewnętrznymi i nieudolnie próbującym nawiązać emocjonalne relacje z innymi ludźmi. Fassbender był wyśmienity w tej roli i zdobył wiele nagród i wyróżnień – brak choćby nominacji do Oscara jest jedną z największych negatywnych niespodzianek, jakie zgotowała w ostatnich latach Amerykańska Akademia Filmowa…
Rok 2011 był niezwykle różnorodny jeżeli chodzi o postacie, w jakie wcielił się Michael. Poza rolą w dramacie McQueena zagrał on m. in. postać Magneto w X-men: Pierwsza klasa (kolejna część – X-men: Przeszłość, która nadejdzie – już pod koniec maja tego roku) w reżyserii Matthew Vaughna. Ekranizacji X-menów podjął się już wcześniej Bryan Singer, w którego filmach Magneto grał słynny i niezwykle doświadczony brytyjski aktor Ian McKellen. Poprzeczka była więc postawiona bardzo wysoko a fani przyzwyczajeni do starszego aktora, więc Fassbender – grający młodszego Magneto – znalazł się pod dużą presją, ale powierzonemu zadaniu w pełni podołał. W recenzjach pisano między innymi, że jego gra aktorska przechodzi wszelkie oczekiwania.

Najodważniejsza rola Fassbendera? Brandon we „Wstydzie”.

Jako młody Magneto w „X-Men: Pierwsza klasa
Potwierdzony już wielokrotnie talent Michaela dostrzegł także mistrzowski David Cronenberg. Niebezpieczna metoda była realizowana mniej więcej w tym samym czasie, co Wstyd, i w pewnym sensie dotykała podobnych kwestii – związków człowiek-społeczeństwo oraz człowiek a jego własna seksualność. Film przedstawia relacje między Zygmuntem Freudem (równie genialny Viggo Mortensen), jego uczniem Carlem Jungiem (Michael Fassbender) a ich pacjentką Sabiną Spielrein – Keira Knightley – której plastikowa gra zepsuła niestety tak dobrze zapowiadającą się produkcję. Postać Junga była kolejnym nie lada wyzwaniem dla Fassbendera, jednak aktor mówił w wywiadach, że lubi role, które go przerażają oraz, że poszukuje wciąż takich, które pozwolą mu na przekraczanie tzw. bezpiecznej strefy, co zdecydowanie udało mu się zarówno w Niebezpiecznej metodzie, jak i w filmach McQueena.
Dziełem o zupełnie innej poetyce była adaptacja słynnej książki Jane Eyre w reżyserii Cary’ego Fukunagi. Film, w zestawieniu z pierwowzorem literackim, mimo przepięknych zdjęć oddających klimat epoki i gotycką scenerię, wypada bardzo blado. Reżyser, redukując pięćsetstronicową książkę do zaledwie dwóch godzin czasu ekranowego, niezwykle spłyca historię. Aktorzy – Fassbender jako Rochester i Mia Wasikowska jako Jane Eyre – nie mają niestety pola do popisu, ich postacie zostały brutalnie odarte ze złożonej psychologii, którą tak pieczołowicie skonstruowała Charlotte Brontё. Szkoda, bo sam wybór Michaela do tej roli był strzałem w dziesiątkę, idealnie pasuje on do książkowego opisu – Postać.
.. barczysta i krępa, budowa jego doskonała w atletycznym rozumieniu słowa – szeroki w piersiach, wąski w biodrach… kwadratowe jego czoło wydawało się jeszcze bardziej kwadratowe przy gładkim uczesaniu czarnych włosów (…). Pełne nozdrza świadczące o gwałtownym usposobieniu, jego surowe usta, broda, szczęka.

Jako Carl Jung w „Niebezpiecznej metodzie” Davida Cronenberga

Jako Edward Rochester w ekranizacji romantycznego klasyka, „Jan Eyre”

Dobra rola w niedobrym „Prometeuszu”
2012 rok to kolejne doświadczenie w gatunku science fiction i kolejny początek współpracy z wielkim reżyserem – Ridleyem Scottem. Prometeusz, mający być pierwotnie prequelem Obcego, a ostatecznie jedynie do niego nawiązujący, przedstawia podróż mającą na celu rozwikłanie dręczących nas odwiecznie pytań – kim jesteśmy i dokąd zmierzamy. Odkrycia naukowców przekraczają jednak ich najśmielsze oczekiwania. Wcielenie się Fassbendera w pozbawioną emocji i ludzkiego wymiaru maszynę (o imieniu David) oraz znalezienie się w sytuacji, gdy spektrum aktorskich możliwości ogranicza się jedynie do grania głową, z pewnością były wyzwaniem i kolejnym wartościowym doświadczeniem, ale sam film oprócz paru naprawdę dobrych efektów specjalnych nie był do końca udany. Mimo spływającej zewsząd na „Prometeusza” krytyki, rola Fassbendera była oceniana bardzo dobrze.
Nieporównywalnie lepszy był za to kolejny owoc (i oby nie ostatni!) współpracy McQueena i Fassbendera – Zniewolony. 12 Years a Slave. Jest to oparta na faktach, dzięki czemu jeszcze bardziej przejmująca, historia Solomona Northrupa (Chiwetel Ejiofor), mieszkańca Nowego Yorku, który podczas wizyty w Waszyngtonie zostaje porwany i wzięty do niewoli, skąd wyrwanie się i odzyskanie człowieczeństwa graniczy z cudem. Michael gra tutaj z kolei psychopatycznego właściciela plantacji bestialsko znęcającego się nad swoją uprzedmiotowioną własnością.
Film odniósł niezwykły sukces, został obsypany licznymi nagrodami, w tym aż dziewięcioma nominacjami do Oscara (także dla Fassbendera za rolę drugoplanową), choć moim zdaniem to niestety najgorszy film tego duetu, jednak zdecydowanie bardziej za sprawą reżysera niż aktorów. W porównaniu z ekstremalnie ukazującymi temat Głodem i Wstydem ten jedynie minimalnie wykracza poza przerabiane już wcześniej historie o niewolnictwie.

Okrutny w „Zniewolonym”. Czyżby rola oscarowa?
Mimo, iż swoją karierę filmową Michael Fassbender rozpoczął dosyć późno – bo debiutował dopiero w wieku 24 lat a główną rolę dostał dopiero, gdy miał lat 31 – to rozwija się on w zaskakująco szybkim tempie. Z pewnością jego największym atutem jest wszechstronność. Dramat, science fiction, horror, film akcji, kostiumowy, nie ma dla niego rzeczy niemożliwych. Porusza się płynnie między skrajnymi gatunkami utrzymując się wciąż na powierzchni i wzbudzając przy tym zachwyt i podziw widzów. Zdecydowanie można obdarzyć go mianem jednego z najlepszych, najciekawszych aktorów XXI wieku i nawet dość przeciętna rola w bardzo przeciętnym „Adwokacie” Ridleya Scotta nie powinna mieć wpływu na status, jakim cieszy się dzisiaj Fassbender. A przecież jest on dopiero na początku swojej aktorskiej drogi.
Trzymajmy zatem kciuki za zasłużonego Oscara!
